Posted on

Wysokie Taury – krótki trekking, który na długo zostaje w pamięci

  1.  „Mit der Zeit wird die Zeit immer wichtiger” – Z czasem czas będzie coraz ważniejszy. Takie zdanie znaleźliśmy na ścianie jednej z restauracji, w której zatrzymaliśmy się na kawę w drodze na szybki trekking przez Wysokie Taury. Początkowo przypisywaliśmy mu zupełnie inne znaczenie. Dopiero po powrocie zrozumieliśmy jak ważne przesłanie zostało w nim zawarte.

Park Narodowy Wysokie Taury – jak znaleźliśmy się w Hinterbichl i dlaczego jest to doskonała baza wypadowa

Dotąd decydując się na wyjazd w Alpy latem nigdy nie zastanawialiśmy się konkretnie gdzie jechać. Zazwyczaj bowiem eksplorowaliśmy okolice doliny Stubaital, której zimowe oblicze poznaliśmy doskonale dzięki Stubaier Gletscher jednemu z największych ośrodków narciarskich w Austrii. Tym razem chcieliśmy jednak odkryć nowe dla nas miejsce. Właściwie w ostatniej chwili wybór padł na Wysokie Taury. Dlaczego?

To pasmo górskie leży stosunkowo niedaleko, bo jedynie 3 godz. drogi od miejscowości Volderau obok Neustift im Stubaital, czyli naszej bazowej miejscówki podczas wędrówek przez Alpy Sztubajskie. Taka lokalizacja umożliwiała nam szybkie przemieszczenie się w przypadku, gdyby mimo wszystko Taury nam się nie spodobały. Oczywiście nasze obawy okazały się bezpodstawne. Wysokie Taury zachwyciły nas i dały nam do myślenia.

Lodowiec Schlatenkees drugi co do wielkości lodowiec w grupie Venediger.
Lodowiec Schlatenkees drugi co do wielkości lodowiec w grupie Venediger.

Pojechaliśmy tam bez żadnego planu i konkretnego celu. Wiedzieliśmy, że Park Narodowy Wysokie Taury (niem. Hohe Tauern) jest najstarszym w Austrii i największym w Europie Środkowej parkiem narodowym i ma doskonale rozbudowaną sieć szlaków turystycznych. Tuż przed wyjazdem znaleźliśmy informację, że w ścisłym centrum parku tzw. Kernzone nie ma wyciągów i linowych kolejek narciarskich, dzięki czemu można tam podziwiać góry w najbardziej nietkniętej działalnością człowieka postaci. To zachęciło nas, by bazy do naszych wędrówek i miejsca na nocleg szukać właśnie w tej części Parku.

Kernzone - Park Narodowy Wysokie Taury
Park Narodowy Wysokie Taury. Oznaczenie ścisłego centrum tzw. Kernzone.

Od zawsze jest tak, że podczas urlopu, niezależnie od jego długości, lubimy się przemieszczać. Maksymalnie dwa, trzy dni w jednym miejscu, które jest bazą noclegową, skąd robimy wycieczki we wszystkie strony świata, a potem przejazd w inny rejon i poszukiwanie nowego miejsca na nocleg. Zamiast najbardziej popularnych atrakcji turystycznych wolimy nieprzewidziane atrakcje na szlaku, a kolorowe i gwarne centra miast zamieniamy na prawie bezludne górskie przestrzenie. Zamiast hotelowych wygód – wybieramy noce na materacu lub karimacie i wypatrywanie spadających gwiazd, zamiast śniadania do łóżka – pobudkę śpiewem ptaków tuż po wschodzie słońca, zamiast spa – bose spacery o poranku po mokrej jeszcze od rosy trawie albo masaż obolałych mięśni w lodowatych wodach górskich strumieni.

Tak było i tym razem. Nastawieni na krótkie lecz intensywne wakacje bez wygód, ciekawi nowego miejsca, chcieliśmy znaleźć maleńki kemping, ewentualnie ustronne i bezpieczne miejsce na nocleg w aucie. Szczęście nam dopisało, bowiem zupełnie przypadkiem, już w drodze, buszując po sieci natrafiłam na Camping Bergkristall w miejscowości Hinterbichl, położonej w obszarze Kernzone.

Camping Bergkristall, Hinterbichl
Camping Bergkristall, Hinterbichl

Opinie o jego kameralnym charakterze zdecydowały, że to właśnie tam postanowiliśmy spędzić pierwszą noc. Jak się później okazało było to miejsce idealnie wpisujące się w nasze potrzeby i oczekiwania, dlatego stało się naszą bazą wypadową podczas całego pobytu w Wysokich Taurach. Jeśli tak jak my, cenicie sobie kameralną atmosferę, miłych, otwartych i uczynnych właścicieli oraz czyste sanitariaty to polecamy Wam gorąco Camping Bergkristall. Jest naprawdę niewielki, lecz posiada wszystkie udogodnienia, które powinien mieć. Strona internetowa kempingu jest niestety tylko w języku niemieckim, ale gospodarze porozumiewają się także po angielsku.

Zgodnie z prognozami pogoda nas nie rozpieszczała. Ledwie zdążyliśmy rozbić namiot i zaczęło padać. Dopiero późnym popołudniem udało nam się wyjść na króciutki rekonesans okolicy, a i tak, pod koniec spaceru, znowu zaczęło padać. Mimo wszystko cieszyliśmy się, że wyszliśmy z namiotu. Mżawka i opary wilgoci otulające mgłą niemal całą dolinę i okoliczne szczyty, wprowadziły do krajobrazu aurę tajemniczości, pozwalając nam rozpocząć znajomość z Taurami od zachwytu. Uznaliśmy, że jeśli mimo niepogody po tak krótkim spacerze jesteśmy zachwyceni, w kolejnych dniach może być już tylko lepiej.

Kaplica św. Chryzanta i Sebastiana przy głównej drodze w Hinterbichl
Kaplica św. Chryzanta i Sebastiana przy głównej drodze w Hinterbichl
Wysokie Taury
Po deszczu Wysokie Taury pokazują tajemnicze oblicze
Okolice Hinterbichl
Okolice Hinterbichl spowite w chmurach
Stary młyn zbożowy obok gospody Gasthof Islitzer
Stary młyn zbożowy obok gospody Gasthof Islitzer
Kapliczka na szlaku w Hinterbichl
Kapliczka na szlaku w Hinterbichl

Po powrocie ze spaceru, korzystając z tego, że przestało padać, mogliśmy rozłożyć się z mapą i zaplanować cel naszej trasy na jutrzejszy dzień. Mimo tego, że oboje mamy zainstalowane aplikacje do nawigacji, a ja od kilu lat, dzięki Markowi, stale doskonalę umiejętności posługiwania się mapami w telefonie, moje umiłowanie tradycji i wewnętrzny głos rozsądku wyliczający zalety korzystania z papierowej mapy i tym razem zwyciężyły. Zbliżając się do Hinterbichl w punkcie informacyjnym w miejscowości Prägraten nabyłam więc za całe niecałe 10 euro mapę KOMPASS nr 46 Matrei in Osttirol Kals am Großglockner.

Już pierwszy rzut oka na mapę potwierdził, że Hinterbichl jest doskonałą bazą wypadową. Miejscowość ta leży bowiem w dolinie pomiędzy dwoma pasmami górskich szczytów o wysokości od 2 do ponad 3,5 tyś. m n.p.m. Po jednej stronie doliny mieliśmy więc Venedigergruppe, nad którą króluje drugi co do wysokości szczyt Austrii Grossvenediger 3666 m.n.p.m. po drugiej Lasörlinggruppe z mierzącym 3098 m.n.p.m. szczytem Lasörling. Okazało się, że możliwości wędrówek zarówno jedno, jak i kilkudniowych po okolicach Hinterbichl jest naprawdę wiele. Potwierdził to nasz kempingowy sąsiad, który jak się okazało był Włochem i mimo tego, że ma u siebie piękne Dolomity, od 17-stu lat spędza wakacje własnie na Campingu Bergkristall. To On opowiedział nam o szlaku w sąsiedniej dolinie Gletcherweg Innergschlöss.

Gletcherweg Innergschlöss – łatwy trekking do podnóża lodowca

Okrężny szlak Gletcherweg Innergschlöss to jedna z największych atrakcji Parku Narodowego Wysokie Taury. Niestety na polskojęzycznych stronach internetowych niewiele można znaleźć o nim informacji, a szkoda. Jest to bowiem przepiękna, niewymagająca technicznie, choć kondycyjnie już tak (ok 500 metrów przewyższenia) trasa trekkingowa, która wiedzie do podnóża lodowca Schlatenkees spływającego w otoczeniu najwyższych szczytów grupy Venediger: Großvenediger (3667 m) Kleinvenediger ( 3470 m ), Hohes Aderl ( 3504 m ), Rainerhorn (3559 m ), Schwarze Wand ( 3511 m ) und Hoher Zaun ( 3467 m ).

Brak technicznych trudności na trasie oznacza, że podejście bezpośrednio pod lodowiec nie wymaga posiadania specjalistycznego sprzętu i umiejętności poruszania się po lodowcu. Jest to więc niebywała okazja, by stanąć oko w oko, choć tak naprawdę język w jęzor z lodowcem.

Buty Prabos jęzor w jęzor z lodowcem Schlatenkees
Niezastąpione buty trekkingowe Prabos język w jęzor z lodowcem Schlatenkees

Punktem startowym, a właściwie miejscem, gdzie można zostawić samochód jest płatny parking tuż przed miejscowością Tauern. Sam szlak rozpoczyna się 4 km dalej za osadą Innergschlöss. Można tam dotrzeć ciuchcią zaprzężoną w ciągnik, taksówką albo pieszo. Idąc pieszo możemy wybrać albo tą samą utwardzoną drogę, którą jeżdżą ciuchcia i taksówki albo bardziej spokojny wariant, czyli 1,5 godzinny spacer lewym brzegiem potoku Gschlossbach. Przystanek ciuchci i taksówek znajduje się nieco powyżej parkingu na placu przed gospodą Matreier Tauernhaus (1512m.), tam też należy szukać początku szlaku wzdłuż potoku. Cena taksówki: 5 euro – dorosły, 3 euro – dziecko, czas przejazdu ok 15 min. Cena ciuchci: 7 euro – dorosły, 3 euro – dziecko, czas przejazdu ok 25 min. Spacer utwardzoną drogą zajmuje ok 1,5 godz.

Ciuchcia do Innergschlöss
Ciuchcia wożąca turystów do Innergschlöss
Osada-Innergschlöss.-Venedigerhaus-i-postój-taksówek
Osada Innergschlöss. Gospoda Venedigerhaus i postój taksówek

Szlak Gletcherweg Innergschlöss został otwarty 13 sierpnia 1978 r. jako pierwsza ścieżka edukacyjna i tematyczna na terenie Parku Narodowego Wysokie Taury. Wiedzie on przez dolinę Gschlösstal, jedną z najpiękniejszych w Alpach Wschodnich do zapierającego dech w piersiach krajobrazu uformowanego przez lodowiec Schlatenkees, drugi co do wielkości lodowiec grupy Venediger. Ścieżkę poprowadzono przez tradycyjne pastwiska alpejskie, stare alpejskie osady Aussergschlöss i Innergschlöss, okolice górskiego jeziora Salzbodensee i małego jeziorka o wdzięcznej nazwie Auge Gottes – Oko Boga, aż pod jęzor i bramę pozornie potężnego, choć w ostatnich latach coraz bardziej wycofanego lodowca.

Pierwotnym celem wytyczenia tego szlaku było ukazanie piękna lodowców oraz ich roli w kształtowaniu alpejskiego krajobrazu, a także wpływu wytwarzanego przez lodowce mikroklimatu na lokalną faunę i florę. Obecnie szlak Gletcherweg Innergschlöss stał się przede wszystkim areną spektaklu, w którym potężny niegdyś lodowiec kurczy się i zanika na oczach widzów pod wpływem zmian klimatycznych. Według Austriackiego Klubu Alpejskiego tylko w latach 1990–2017 lodowiec Schlatenkees stracił ponad 460 metrów długości. Możliwość podziwiania z tak bliska tego, co jeszcze pozostało z jego majestatu i jednoczesna świadomość tempa w jakim globalne ocieplenie wpływa na topnienie i wycofywanie się lodowców pobudza do refleksji. Tę piękną, lecz bardzo smutną lekcję jak najwięcej ludzi powinno odrobić jak najszybciej.

Na szlaku jest 18 przystanków edukacyjnych. Nie ma przy nich niestety tablic informacyjnych. Aby dowiedzieć się więcej o lodowcu i o zmianach w otaczającej go przyrodzie trzeba nabyć specjalnie opracowany przez Austriacki Klub Alpejski przewodnik „Naturkundliche Führer Gletscherweg Innergschlöß”. Jest on dostępny w Centrum Parku Narodowego Matrei, a także w schroniskach i restauracjach regionu. Można go również kupić online w sklepie Alpenverein. https://www.alpenverein.at/shop/shop/artikel.php?h_no=12004

Aby dostać się do podnóża lodowca okrężny szlak Gletcherweg Innergschlöss można przejść zgodnie z ruchem wskazówek zegara albo w kierunku przeciwnym. My przeszliśmy go właśnie z lewej strony do prawej i taki wariant zdecydowanie polecamy, przede wszystkim z uwagi na piękne widoki, jakie można podziwiać przemierzając go właśnie w ten sposób. Z jednej strony bowiem, nabierając wysokości, odsłania nam się coraz bardziej, wciąż jeszcze, mimo nieustannego topnienia, majestatyczny jęzor lodowca Schlatenkees. Z drugiej natomiast, obracając się za siebie podczas chwil odpoczynku, możemy podziwiać malowniczą dolinę Gschlösstal, wyżłobioną przez ustępujący lodowiec i nadal rzeźbioną przez potok Gschlössbach. Pokonując trasę w kierunku przeciwnym przez pierwsze 1,5 godziny czeka nas tylko żmudne, coraz bardziej strome podejście trawiastym zboczem Innerer Kesselkogel, w którego końcowej fazie dopiero wyłania się widok pięknego lodowca.

Gletcherweg Innergschlöss
Początek trasy Gletcherweg Innergschlöss w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara. Jeszcze w 1750 jęzor lodowca sięgał aż do tego głazu.
Grossvenediger
W miarę nabierania wysokości odsłania się Grossvenediger i lodowiec Schlatenkees
Gletcherweg Innergschlöss
Jedna z trzech ławeczek na szlaku Gletcherweg Innergschlöss. W tle kaskada wodospadu na Schlatenbach.
Dolina Gschlösstal
Obracając się za siebie możemy podziwiać widok na dolinę Gschlösstal, jedną z najpiękniejszych dolin w Alpach Wschodnich.
Grossvenediger przegląda się w wodach jeziorka Auge Gottes
W wodach jeziorka Auge Gottes przegląda się sam Grossvenediger.
lodowiec Schlatenkees
Skutki zmian klimatu pozostawiają coraz więcej śladów na alpejskich lodowcach, także na lodowcu Schlatenkees.

Przejście całej trasy zajmuje według podanych na początku szlaku informacji 4 godziny. Wszystkie czasy są oczywiście podawane jako czasy przejść bez postojów na podziwianie widoków, czy odpoczynek. Należy jednak mieć na uwadze, że w Austrii terenów górskich jest zdecydowanie więcej, niż w Polsce. Przekłada się to na zdecydowanie większą dostępność obszarów do uprawiania turystyki górskiej, a co za tym idzie także na kondycję przeciętnych turystów. Podawane w Alpach czasy przejść są zazwyczaj mocno wyśrubowane. Mimo, że nie uważamy się za osoby wątłe bądź o słabej kondycji nam przejście tej trasy zajęło o półtorej godziny więcej. Przyjmijmy jednak, że cały ten dodatkowy czas podziwialiśmy widoki i utrwalaliśmy je na zdjęciach. 😉 A było co podziwiać.

Potok Gschlössbach
Malowniczy potok Gschlössbach
Großvenediger (3667 m)
W tle pojawia się już Großvenediger (3667 m)
Gletcherweg Innergschlöss
Nasze ulubione lekkie i bardzo wygodne buty trekkingowe z kolekcji Acotango GTX jak zwykle sprawdziły się  na szlaku. W tle dolina Gschlösstal.
Salzbodensee
Jedno z dwóch jezior na trasie – Salzbodensee.
Lodowiec Schlatenkees
Brama lodowa na lodowcu Schlatenkees i wypływający spod niej potok Schlatenbach.
Lodowiec Schlatenkees
Podczas wędrówki szlakiem Gletcherweg Innergschlöss można podejść pod lodowiec naprawdę blisko, by podziwiać jego oblicze.
Dolina Gschlösstal
Piękna dolina Gschlösstal raz jeszcze. Tym razem widok towarzyszący nam przy zejściu.

Możliwość podejścia pod lodowiec tak blisko i oglądania go bezpośrednio w całej okazałości zrobiło na nas ogromne wrażenie. Równie, a może nawet bardziej ekscytujące okazało się jednak przejście po skałach, które jeszcze ok 100 lat temu ukryte były pod wysokimi na kilka lub kilkanaście metrów masami lodu. Wycofujący się lodowiec odsłonił bowiem skrywane dotąd niesamowite piękno. Nieprawdopodobnie wygładzone ogromne płyty i bloki, kolorowe formacje skalne tworzą teraz krajobraz jak nie z tej ziemi. Ich kolory są miejscami tak intensywne a struktury poszczególnych osadów skalnych w tak plastyczny sposób wymieszane, że wyobraźnia podsuwała nam obraz olbrzyma bawiącego się w łączenie kilku kawałków różnokolorowej plasteliny. Świadomość, że cały proces powstawania tych swoistych dzieł sztuki trwał setki tysięcy lat sprawia, że w takich miejscach człowiek wrażliwy bardzo intensywnie doświadcza, że jest tylko maleńką częścią przyrody a nie, jak mu się często wydaje jej władcą.

Lodowiec Schlatenkees
Mostek na potoku, którym spływają wody topniejącego lodowca Schlatenkees.
Lodowiec Schlatenkees
Spacer po olbrzymich, wygładzonych jak tafle szkła skałach robi ogromne wrażenie
Lodowiec Schlatenkees
Kamienne struktury odsłonięte przez lodowiec Schlatenkees coraz bardziej zachwycają.
Lodowiec Schlatenkees
Jeszcze 100 lat temu w tym miejscu zalegały masy lodu
Lodowiec Schlatenkees
Trasa Gletcherweg Innergschlöss w tym miejscu wiedzie przez krajobraz jak z innej planety
Lodowiec Schlatenkees
Olbrzymi niegdyś lodowiec Schlatenkees topniejąc odsłonił prawdziwe dzieła sztuki kamiennej
Lodowiec Schlatenkees
Plastycznie wymieszane i wygładzone przez lodowiec Schlatenkees osady skalne

Gletcherweg Innergschlöss – czterogodzinna trasa do podnóża lodowca, czy podróż w czasie ukazująca skutki zmian klimatu?

Czytając dostępne w sieci informacje oraz oglądając relacje tych, którzy odwiedzili już Wysokie Taury, łatwo jest wyrobić w sobie przekonanie, że jest to pasmo górskie tak majestatyczne i potężne, że zastrzeżone wyłącznie dla wytrawnych, bardziej doświadczonych górołazów. Takie wrażenie odnieśliśmy i my. Jak się później okazało jest to wrażenie mylne. Można bowiem znaleźć w Taurach szlaki i miejsca, które pozwalają odkrywać piękno tych gór także mniej uzbrojonym w sprzęt i kondycyjnie przygotowanym turystom.

Dla nas okazały się to góry szczególne. Podróż w czasie, którą tam odbyliśmy, pozwoliła nam na dużo bardziej intensywne niż dotychczas, zdystansowanie się do przyziemnych problemów i rozterek dnia codziennego. Góry zawsze były dla nas miejscem odnajdywania równowagi. Wielokrotnie ucierały nam nosa, gdy byliśmy zbyt pewni siebie, albo podnosiły nas na duchu zmieniając perspektywę patrzenia na większość problemów. Tym razem dały nam kolejną ważną lekcję.

Możliwość oglądania lodowca z tak bliska zrobiła na nas ogromne wrażenie, jednak w pewnym momencie podczas tej wycieczki zaczęła nam towarzyszyć zaduma, która wywołała pewnego rodzaju smutek. Odsłonięte przez wycofujący się lodowiec malownicze formacje skalne zachwycały, ale czy będą tak samo zachwycać nasze wnuki, gdy po rzeźbiącym je lodowcu jedynym śladem pozostaną już tylko one? Stąpając po płytach, na których jeszcze 100 lat temu turyści mieli pod stopami co najmniej kilka metrów lodu i śniegu zastanawialiśmy się, jak będzie wyglądało to miejsce za kolejnych 100 lat? Jaki wpływ widoczne tu skutki zmian klimatycznych będą miały nie tylko na estetyczny odbiór tego miejsca ale na codzienne życie okolicznych mieszkańców?

I wtedy przyszła refleksja. Dotarło do nas, że ten smutek nie wziął się znikąd, że to przeczucie zagrożenia, o którym nie raz słyszeliśmy lub czytaliśmy, a które oddalaliśmy do tej pory od siebie jako bardzo odległe i nierealne, usprawiedliwiając w ten sposób swoją bierność. Bo przecież lodowce topnieją gdzieś tam daleko, a bieżąca, zdatna do picia woda w kranie nadal leci. Zmiany klimatyczne, globalne ocieplenie, zanieczyszczenie ziemi to sprawy, którymi powinni się zająć przywódcy państw. Przecież my jako jednostki nie mamy na to wielkiego wpływu – myśleliśmy. Czy aby na pewno?

Podczas tego wyjazdu uświadomiliśmy sobie, jak wiele energii i zaangażowania zbyt często wkładamy w sprawy dotyczące tylko nas. Jak często zbyt emocjonalnie przeżywamy spory i porażki, przypisujemy niewłaściwym ludziom i zdarzeniom w naszym życiu zbyt dużo uwagi, skupiamy się na rzeczach, na które naprawdę nie mamy wpływu. A przecież część tej energii i zaangażowania moglibyśmy z pożytkiem, także dla nas samych, skierować w zupełnie inną stronę. Na przykład podjąć działania, które zminimalizują nasz indywidualny, negatywny wpływ na środowisko.

Po powrocie zaczęliśmy więc filtrować wodę zamiast kupować kolejne zgrzewki plastikowych butelek. Na zakupy chodzimy już zawsze z materiałowymi torbami, a te plastikowe, które jeszcze mamy wykorzystujemy wielokrotnie. Robiąc zakupy staramy się też wybierać produkty wytworzone z naturalnych materiałów lub takie, które są możliwie najlepszej jakości, przez co będą dużo bardziej trwałe. Częściej wybieramy, jako środek transportu, rower albo komunikację miejską. Woda stała się dla nas cennym zasobem, dlatego z dużo większą rozwagą z niej korzystamy. Po tym, jak na kempingu okazało się, że można umyć całe ciało i długie włosy (łącznie z nałożeniem i spłukaniem odżywki) w ciągu 4 minut, w domu staramy się zmieścić w podobnym czasie. Może to nie są duże zmiany, ale z pewnością na tyle duże, by zmniejszyć ekologiczny ślad, jaki zostawimy na ziemi. A co jeśli dołączą do nas inni?

Nie czekajcie więc z decyzją. Jeśli jednak nie zdołaliśmy Was przekonać, koniecznie wybierzcie się na szlak Gletcherweg Innergschlöss. Tam zobaczycie i zrozumiecie, że „Z czasem czas będzie coraz ważniejszy.”

Według szacunków naukowców w 2050 roku może zniknąć w Alpach połowa lodowców w porównaniu do roku 2017 a już w roku 2100 pozostanie ich zaledwie 10%.  Ostatnio na Islandii pożegnano już pierwszy roztopiony lodowiec Okjokull, który kiedyś miał 16 km2 a teraz już niemal nie istnieje. W trakcie powstawania tego wpisu znalazłam informację, że także w Alpach pożegnano pierwszy lodowiec.

Śmierć pierwszego lodowca w Alpach.

Islandia właśnie pochowała swój pierwszy lodowiec. Oby ten pogrzeb dał nam do myślenia

Mamy nowy problem. Lodowce na Antarktydzie topnieją w rekordowym tempie

 

Dodaj komentarz